Przedmowa

        Szanowny Czytelniku, na kartach niniejszej pozycji znajdziesz wyłącznie kopie akt sprawy sądowej, wyroku oraz inne dokumenty dotyczące skazania w 1955 roku mojego ojca Mieczysława Hejnowicza przez Sąd Wojskowy w Szczecinie, które przejąłem po jego śmierci w dniu 12 października 2008 roku. Wówczas, z powodu problemów w pracy, nie byłem w stanie zająć się nimi. Po przejściu na emeryturę powróciłem do lektury dokumentów i długo nie wiedziałem co z nimi począć. Na większości tzw koszulek znajdowały się zapiski ojca: „sprawę nagłośnić”. Spełniam zatem  wolę ojca, prezentując zeskanowane dokumenty.
Wszelkie daty i szczegóły znajdują się w dokumentach, więc w tym miejscu pragnę tylko krótko streścić wydarzenia jakich dotyczą:
Mój ojciec - Mieczysław urodzony w 1928 roku był jednym z 11 dzieci Mieczysława Hejnowicza, powstańca wielkopolskiego, działacza narodowego, właściciela młyna motorowego w Gostyniu Wielkopolskim, prezesa związku młynarzy wielkopolskich. W 1939 roku był świadkiem publicznego rozstrzelania przez Niemców swojego ojca, czyli mojego dziadka. W czasie II Wojny Światowej cała rodzina została wysiedlona do Generalnej Guberni. Po wojnie rodzina odzyskała młyn i dom rodzinny. Po kilku latach młyn i dom został przez władze PRL bezprawnie zabrany. Rodzina została pozbawiona domu i źródła utrzymania. Ojciec – Mieczysław udał się na wybrzeże, gdzie ukończył odpowiednią szkołę i został marynarzem. Pływał na polskich statkach po całym świecie. W tym czasie otrzymywał wynagrodzenie w złotówkach oraz dietę dewizową (w dolarach). By pomóc rodzinie, pozbawionej środków utrzymania, zaczął kupować (za te dolary) niedostępne na polskim rynku zegarki, przemycał je, a członkowie rodziny oraz znajomi bardzo korzystnie je sprzedawali. W 1954 roku, w Szwecji, poznał „handlarzy” polskiego pochodzenia.
    (Bardzo często, podczas imprez suto zakrapianych alkoholem i spotkań z kobietami tzw lekkiego prowadzenia, marynarze byli nagrywani. Były to czasy, w których przeciętny obywatel nie miał pojęcia o istnieniu takich urządzeń jak magnetofon. Informacje pochodzące z tych nagrań wykorzystano później w audycjach Radia Wolnej Europy. Marynarze byli też namawiani do współpracy z wywiadem). 
    Aresztowani w 1954 roku Mieczysław Hejnowicz oraz Zbigniew Puchalski przyznali, że rozmawiali z przedstawicielami wywiadu, którzy ukrywali się pod „legendą” handlarzy zegarków, ale wymijająco potraktowali ich propozycje i nie podjęli żadnej współpracy. Pomimo tego, sąd wojskowy skazał ich na wieloletnie, ciężkie więzienie tworząc kary łączne za: działalność wrogą wobec PRL-u oraz za przestępstwa dewizowe. Zostali uznani za szpiegów i kryminalistów. Podczas przesłuchań szczególnie znęcali się nad nimi fizycznie i psychicznie oficerowie Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Edward Flis i Eliasz Koton (usunięty po kilku latach z szeregów UB - oficjalnie ze względu na zły stan zdrowia, a faktycznie za znęcanie się nad podwładnymi i wykorzystywanie seksualne żon podwładnych).
    Mieczysław Hejnowicz został skazany na 7 lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 3000 złotych. Po wyroku został osadzony w więzieniu we Wronkach. Przebywał w jednej celi z bohaterem bitwy o Anglię pułkownikiem Stanisławem Skalskim i gestapowcem nieznanego mi nazwiska, który często wyśmiewał się z polskich patriotów. Następnie przeniesiono ojca do pracy w kamieniołomach i później do kopalni Siemianowice. W kopalni uległ wypadkowi przy pracy – żelazne wózki zmiażdżyły mu klatkę piersiową, połamały żebra. Po wypadku był przewożony i eskortowany tramwajem. Eskorta poinformowała pasażerów, że więzień jest  oprawcą hitlerowskim. Wstępnie zabandażowany, obolały człowiek, nie mogący wydobyć z siebie słowa,  spotkał się z wyzwiskami tłumu, poszturchiwaniem, opluwaniem…
    Na mocy amnestii 1956 roku obydwaj skazani: Mieczysław Hejnowicz i Zbigniew Puchalski zostali warunkowo wypuszczeni z więzienia i potem darowano im resztę kary. Przez wiele lat, mniej więcej do połowy lat 80-tych XX wieku, Mieczysław był obserwowany, śledzony, a informacje zbierane za pomocą Milicji Obywatelskiej, ORMO oraz współpracowników Służby Bezpieczeństwa były przekazywane do prokuratury wojewódzkiej, oraz do sądu w Szczecinie. Przez wiele lat Mieczysław wysyłał wnioski o zatarcie skazania, rewizję i rehabilitację. Po zmianie ustroju Rzeczypospolitej Polski wystąpił z wnioskiem o  stwierdzenie nieważności wyroku i odszkodowanie. Efekt jaki uzyskał można odczytać z dokumentów na ostatnich stronach niniejszej pozycji.
    Mieczysław Hejnowicz zmarł w 2008 roku, został pochowany w kwaterze osób represjonowanych okresu stalinizmu, Zbigniew Puchalski zmarł w 2014 roku, został pochowany w Gdyni. Nie żyją również świadkowie procesu: Zofia Nagler z domu Hejnowicz oraz Henryk Szafranek. Nadal żyje świadek Mieczysław Wiśniowski, który nie był wówczas aresztowany, ani przesłuchiwany. Świadek ten niespodziewanie pojawił się na rozprawie głównej i przyznał się do aktywnej działalności szpiegowskiej, ujawniając bardzo dużo szczegółów pracy wywiadu. Nie został pociągnięty do odpowiedzialności i po procesie powrócił do pracy marynarza, którą wykonywał przez 42 lata. Polecam uważne przeczytanie zeznań tego świadka. Nie znam dalszych losów innych świadków.
    W pewnym stopniu ze sprawą skazania wymienionych osób było związane bardzo tajemnicze „samobójstwo” innego marynarza - Stanisława Talarka, który kilka dni po procesie M. Hejnowicza i Z. Puchalskiego, wbił sobie nóż w serce przed drzwiami biura Radia Wolnej Europy. Zostało to opisane w 1955 roku przez Mirosława Azembskiego i Lucjana Wolanowskiego w książce „Czy Stanisław Talarek musiał umrzeć”.
                                       

                               

                                                                                                            Tomasz Hejnowicz


stat4u stat4u